en
31-ego stycznia 1923 r., na mocy wyroku sądowego na cytadeli warszawskiej został stracony Eligiusz Niewiadomski. Zginął poprzez rozstrzelanie, wypowiadając słowa:  „Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski!”. To zdanie stanowi sens i ideę, przyświecające Niewiadomskiemu, który dopuścił się zamachu na ówczesnego prezydenta RP- Gabriela Narutowicza. Dziś niestety w kartach historii, Eligiusz Niewiadomski przedstawiany jest jako prawicowy fanatyk i zbrodniarz, a historia wydarzeń z grudnia 1922 roku przedstawiana jest jednostronnie. Niewiadomski kreowany jest w oczach Polaków jako „szaleniec”, który zabił oświeconego zachodniego liberała-prezydenta. Czy aby na pewno jest to właściwy osąd? Niewiadomski, który uosabiał „najgorsze” cechy polskie – patriotyzm, nacjonalizm oraz troskę o swój kraj, był sztyletem dla lewicowych środowisk, które dążyłyby do dalszego zepsucia Polski!
Należy wskazać, że ogromna część Polaków w latach 20. ale również i 30. XX wieku, podzielała poglądy środowisk narodowych. Na owe zjawisko składało się bowiem wiele czynników, takich jak: silne poczucie polskości, jedności narodowej, stojące naprzeciw ogromnej i wrogiej grupie mniejszości w naszym kraju.
Wszelkie nastroje do walki podsycały partie lewicowe, w tym socjaliści i komuniści, którzy prowadzili swoją „walkę rewolucyjną”. Skupiali się na organizacji zamieszek i strajków w całym kraju. Szczególnie raziło to Polaków, mających wciąż w pamięci niedawne doświadczenie wojny polsko-bolszewickiej, gdzie Armia Czerwona zostawiając po sobie jedynie zgliszcza i tysiące zabitych Polaków, starała się nieść „komunistyczną wolność” na cały świat.
Na mocy konstytucji marcowej z 1921 r. został wprowadzony nowy urząd Prezydenta RP, który miał być wybierany bezwzględną większością głosów Sejmu i Senatu, funkcjonujących jako Zgromadzenie Narodowe. Skład Parlamentu wyłonił się po wyborach w 1922 r., w których najwięcej mandatów uzyskali przedstawiciele Związku Ludowo-Narodowego, na drugim zaś miejscu znajdowali się przedstawiciele z Bloku Mniejszości Narodowych, czyli Żydów, Niemców oraz separatystycznej ludności wschodniej. Należy wskazać, że BMN uzyskał więcej mandatów, niż Polska Partia Socjalistyczna oraz Chrześcijańska Demokracja razem wzięte. Dysproporcja sił i wpływ Narodu Polskiego na sprawy wagi państwowej stanowiły ogromne zagrożenie dla przyszłości Polski, zważywszy na ciężką sytuację polityczną oraz międzynarodową. Niezbędne były także porozumienia i kompromisy między poszczególnymi partiami, żadna bowiem partia nie posiadała znaczącej przewagi.
Rok 1922 i czas, poprzedzający wybory parlamentarne, to również okres zawirowań i intryg snutych przez Piłsudskiego, jako Naczelnika Państwa, a dokładniej marzyciela władzy dyktatorskiej, poszukującego dalszych możliwości realizowania swoich zgubnych dla Polski planów w polityce zagranicznej. Początkowo Piłsudski nie wykluczał swojej kandydatury w wyborach na urząd Prezydenta Rzeczypospolitej. Sejm w obawie przed planami Naczelnika, opracował takie prerogatywy dla przyszłego prezydenta, że stały się one niewygodne i zbyt ograniczające władzę, jaką pragnął mieć Piłsudski, wobec czego odrzucił możliwość kandydowania. Wolał jednak wypromować innego kandydata na owe stanowisko, który stałby się jego marionetką w rozgrywkach politycznych.
Z pięciu wyłonionych kandydatów na Prezydenta, poparcie sił prawicowych zyskał polityk związany z Narodową Demokracją- Maurycy Klemens hr. Zamoyski. Był to aktywny działacz, poświęcający swój czas na rzecz niepodległej Polski, wiceprezes Komitetu Narodowego Polskiego, a w późniejszym okresie ambasador Polski w Paryżu. Uzyskał on w pierwszej turze wyborów prezydenckich największą ilość głosów, bo aż 222 co stanowiło 40% głosów. Zgodnie z konstytucją musiał mieć jednak przynajmniej 51 % poparcie. Jego konkurentami byli: reprezentant mniejszości narodowych- Jan Niecisław Baudouin de Courtenay, który uzyskał 103 głosy oraz  kandydat bezpartyjny Gabriel Narutowicz, który zdobył zaledwie 62 głosy. Dla lewicy, Żydów oraz Piłsudskiego, możliwość wygrania wyborów przez narodowców była czymś niedopuszczalnym, tak więc zdecydowali się na znalezienie wspólnego kandydata, który pokonałby przedstawiciela Endecji przy wspólnie połączonych siłach. Na to stanowisko idealnie nadawał się ktoś oficjalnie bezpartyjny, a z poglądami typowo liberalnymi. Padło więc na Narutowicza, który idealnie wpisywał się w szereg wymaganych cech. Dodatkowym jego atutem w oczach spiskowców, była jego przynależność do wolnomularstwa, a co za tym idzie wrogość wobec religii katolickiej.
W ten sposób mimo początkowej niechęci samego Narutowicza do starania się o urząd Prezydenta, stał się on kandydatem lewicującego PSL Wyzwolenie, Polskiej Partii Socjalistycznej oraz co najważniejsze licznych posłów i senatorów mniejszości narodowych.
W całym tym zamieszaniu i zakulisowych układach lewicy i mniejszości narodowych, posłowie i senatorowie PSL Piast „wbili nóż w plecy” polskiej prawicy i polskiej racji stanu. Mimo początkowego popierania Maurycego Zamoyskiego, ostatecznie zagłosowali na Narutowicza. Wobec takiej ilości przeciwników, Zamoyski musiał przegrać.
Zgodnie z przewidywaniami, 9 grudnia 1922 r. w drugiej turze wyborów Gabriel Narutowicz zwyciężył w wyborach na Prezydenta RP. Głosowało na niego 289 uprawnionych (52, 97%), a przeciw było 227 (40, 90%) katolicko -narodowych posłów i senatorów.
Zwycięstwo Narutowicza oznaczało wygraną dla sił destabilizujących młode państwo polskie, sił, które wprowadzały zamieszki i „walkę klasową” na ulice miast polskich. Co więcej, miał stać się w przyszłości zwyczajnym pionkiem w rękach prawdziwie rządzących Polską sił zakulisowych.
Wybór ten od razu wywołał szok i oburzenie w społeczeństwie. Ludzie masowo protestowali przeciwko nowo wybranemu Prezydentowi oraz przeciwko machinacjom socjalistów, Piłsudskiego i bliskim im mniejszościom narodowym. W większości katolickie i myślące w kategoriach narodowych społeczeństwo, było zirytowane wyborem członka masonerii i sympatyka mniejszości żydowskiej na stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej. Niechęć Narodu Polskiego wobec sił, jakie reprezentował sobą Narutowicz była widoczna na ulicach miast całego kraju.
Zaprzysiężenie pierwszego Prezydenta odbyło się 11 grudnia 1922 roku. W tym dniu demonstranci próbowali powstrzymać elekta siłą, tarasując ulice prowadzące do gmachu sejmowego. Zaraz po jego zaprzysiężeniu zaczęły napływać do niego liczne listy z groźbami od anonimowych nadawców. Narutowicz zlekceważył jednak te ostrzeżenia i nie zrzekł się swojej funkcji. Miało się to w najbliższych dniach okazać jego zgubą.
Warto przybliżysz samą postać Eligiusza Niewiadomskiego. Urodził się on w Warszawie 1 grudnia 1869 r. w rodzinie Wincenta Niewiadomskiego, pracownika mennicy państwowej i powstańca styczniowego, oraz Julianny Andrigun Werner, mieszczanki najprawdopodobniej niemieckiego pochodzenia. Po przedwczesnej śmierci swoich rodziców, młodym Eligiuszem zajęła się jego siostra Cecylia, najstarsza z szóstki rodzeństwa.
Podobnie, jak niemała liczba młodzieńców z dobrych domów, Niewiadomski trafił do Gimnazjum Realnego. W 1888 r. ukończył wydział matematyczny tejże szkoły, nie kształcił się jednak dalej w obranym wcześniej kierunku. Poczuł powołanie artystyczne i rozpoczął studia w Petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był niezwykle uzdolnionym człowiekiem, dzięki czemu ukończył edukację ze złotym medalem absolwenta, co dawało mu możliwość legitymować się tytułem artysty I klasy. Następnie udał się do Paryża, gdzie kontynuował naukę w Académie des Beaux-Arts. Podczas pobytu w stolicy Francji przeżył nieszczęśliwy wypadek, w skutek którego doznał poparzenia (niestety źródła milczą o szczegółach). W skutek obrażeń zmniejszył swoją aktywność malarską, kierując się ku teorii sztuki.
W swojej twórczości artystycznej trzymał się realizmu. Podobnie jak większość artystów jego pokolenia przeżywał fascynację polskimi górami, czemu dał wyraz między innymi w obrazie Pejzaż tatrzański. Równocześnie, podobnie jak Wyspiański, zwracał się ku motywom religijnym (np.Chrystus w Ogrójcu). Był również autorem polichromii w kościele św. Bartłomieja w Koninie, w której połączył elementy patriotyczne (ale nie nacjonalistyczne) z religijnymi. Dzieło to było szeroko komentowane w ówczesnej prasie, w tym i „Kurierze Ilustrowanym”, na którego stronie tytułowej przedstawiono fragment adoracji Najświętszego Sakramentu autorstwa Niewiadomskiego.
Politycznie Niewiadomski był zwolennikiem rozwiązań rewolucyjnych. Jego sympatie związały się jednak z endecją, a nie PPS-em. Wiadomo, że w nocy z 2 na 3 czerwca 1901 r. został aresztowany przez carską policję pod zarzutem przemytu nielegalnej bibuły i że spędził w warszawskiej Cytadeli kilka miesięcy. Początkowo był związany z prawicową Ligą Narodową, przestał się jednak w niej udzielać i zwrócił się raczej ku lewicowej Wolnej Wszechnicy Polskiej, w której był jednym z wykładowców. Tego typu zajęcia były niezwykle postępowe (między innymi do wykładów dopuszczano kobiety) oraz wywrotowe (utrwalały kulturę polską), przez co uznano zostały przez władze carskie za nielegalne. Z jednej strony malarz deklarował się jako endek, z drugiej potępiał romanse tego stronnictwa z carską Rosją. Wiadomo również, że wykładał w szkole im. Cecylii Plater-Zyberkówny.
Podczas I wojny światowej niepowołany do wojska Niewiadomski działał w organizacjach sanitarnych i milicji obywatelskiej. Pracował również cały czas nad swoimi pracami popularyzującymi sztukę. Nie był zaangażowany w żadną organizacje polityczną. Sytuacja zmieniła się jednak z nastaniem 1918 r., kiedy został mianowany naczelnikiem szkolnictwa artystycznego w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Tam właśnie zaczął pracować niezwykle czynnie, aby wyjść ze sztuką do jak najszerszych mas. Wykładał również w Szkole Sztuk Pięknych, a jednym z jego studentów był nie kto inny jak Antoni Słonimski.
 Pracę jego przerwała wojna polsko-bolszewicka i jego ochotniczy zaciąg do armii. W 1921 r. Niewiadomski powrócił jednak do Ministerstwa Kultury. Praca ta umożliwiła mu 16 grudnia 1922 r. w czasie otwarcia wystawy w warszawskiej zbliżyć się do będącego tam również Prezydenta, do którego oddał z bliskiej odległości trzy strzały z rewolweru. Narutowicz zginął na miejscu. Sam Niewiadomski nie bronił się przed aresztowaniem i nie próbował nawet uciec. Oddał się bez walki w ręce ochrony.
Zabójstwo Prezydenta wywołało szok. Reakcja demokratów, lewicy i ludzi związanych z Piłsudskim była oczywista, bowiem większość z nich próbowała wykorzystać tę okazję do przechwycenia władzy i rozprawienia się z narodowcami. Z kolei reakcja Narodu była odmienna, gdyż wielu ludzi przyjęło zabójstwo Narutowicza z ulgą, ponieważ obwiano się, że jego prezydentura może stać się okazją do rozwoju środowisk komunistycznych i socjalistycznych.
Sytuację udało się opanować Marszałkowi Sejmu- Maciejowi Ratajowi, który 17-ego grudnia 1922 r. powołał nowy Rząd z generałem Władysławem Sikorskim na czele. Generał-premier objął jednocześnie resort spraw wewnętrznych i wprowadził na krótko stan wyjątkowy.
Losy Eligiusza Niewiadomskiego toczyły się oczywistym torem, odpowiedział za zabójstwo Prezydenta przed sądem. 30-ego grudnia na rozprawie sądowej zażądał dla siebie kary śmierci. W swoich zeznaniach wytłumaczył swoje motywy zabicia Narutowicza, wyraził nawet współczucie dla niego i jego najbliższych, uważał jednak, że czynem tym ratował kraj przed niebezpiecznymi rządami lewicy i mniejszości narodowych, w tym głownie Żydów i Niemców. Początkowo zamierzał dokonać zamachu na Piłsudskim, jednak jego decyzja o „odsunięciu się” od polityki sprawiła, że zaniechał tego czynu. Elekcja i zgoda Narutowicza na bycie Prezydentem, wbrew woli Narodu sprawiła, że Niewiadomski zdecydował się dopuścić zbrodni.
Oczekując w więziennej celi na wykonanie wyroku, Niewiadomski napisał „Kartki z więzienia” – zbiór swoich przemyśleń, dotyczących polityki, patriotyzmu i troski o Polskę. W momencie egzekucji wyraził wolę, by nie przywiązywano go do słupka, ani nie zawiązywano mu oczu. Został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny 31-ego stycznia 1923 o godzinie 7:19.
Należy wskazać, że zamach na prezydenta Narutowicza był zamachem na siły komunistów i socjalistów. Piłsudski dał szansę na zwycięstwo antynarodowym siłom, zarówno lewicy internacjonalistycznej, jak i tej odcinającej się od Kominternu.
W momencie, gdy stracono Eligiusza Niewiadomskiego stał się on Bohaterem dla wielu Polaków, głównie dla ludzi myślących kategoriami narodowymi. Choć sam zamach, jak każde zabójstwo zasługuje na potępienie oraz dezaprobatę społeczną, w tym wypadku jest czymś rzadko spotykanym- chęcią czynienia mniejszego zła. Niewiadomskim kierowała miłość do Ojczyzny i Narodu Polskiego. W jego mniemaniu zabijał nie Prezydenta RP, lecz Prezydenta lewicy oraz wrogich naszemu krajowi mniejszości narodowych. Z pewnością uchronił nasz kraj przed grożącą mu anarchią i walką rewolucyjną. Dla ludzi ślepo zapatrzonych w oświecony zachód oraz niezgłębiających szerzej historii, na zawsze pozostanie szaleńcem i zbrodniarzem, dla nas natomiast jest i będzie Bohaterem, który poświęcił swoje życie dla dobra Narodu Polskiego.